Cudzo-(ziomek)

Cudzoziemiec. Według Słownika języka polskiego pod red. prof. Mieczysława Szymczaka to “obywatel obcego państwa; obcokrajowiec”. Ziomek. Ten wyraz jest definiowany w tym samym słowniku jako “człowiek pochodzący z tego samego kraju, z tej samej okolicy, miejscowości, co ktoś inny”. Powstało we mnie pytanie, czy wdzięczny neologizm “cudzoziomek”, który sobie stworzyłam na potrzeby tego tekstu, ma prawo bytu samoistnego w otaczającej nas rzeczywistości. Jednym słowem – czy obcokrajowiec, mieszkający często tuż za ścianą, może być dla Polaka kimś na miarę wspomnianego wyżej ziomka.

Moje doświadczenia życiowe i kulturowe w tym zakresie rozpoczęły się jakieś dwanaście lat temu. Kawał czasu, żeby poprzyglądać się, jak funkcjonują przedstawiciele różnych narodowości w moim rodzimym kraju.

Powodów przyjazdu cudzoziemców na dłuższy pobyt do Polski jest wiele. A to sprawy biznesowe, a to uczucia, które nie pozwalają żyć z dala od obiektu westchnień, a to sentyment spowodowany przeszłością pokoleniową, czyli pra- pra- niegdyś mieszkającym w Polsce. W moim mieście można ich spotkać zajętych robieniem interesów w Strefie Ekonomicznej, spożywających żurek tudzież inne dobra natury w licznych restauracjach, a także…. ochoczo uczących się języka polskiego. Bo choć angielskim wszędzie dogadać się można, co ambitniejszy obcokrajowiec odczuwa pragnienie poznania tajników polskiej fleksji, składni i frazeologii. A rzecz to niełatwa. Polski językiem trudnym jest i siedem przypadków rozłożyło niejednego cudzoziemca na łopatki. Ba, co więcej – jak pojąć miał pewien Hiszpan, że “księżyc” w naszej mowie ma rodzaj męski, skoro hiszpańska “la luna” jest żeńska. Odtwarzając z pamięci tok myślenia owego Baska – księżyc to romantyczny nastrój, romantyczny nastrój to kobieta, więc jakże Srebrny Glob może formę męską przybrać? Jak dziś widzę zdegustowany wzrok wskazanego Hiszpana, gdy odkrył tę niemiłą dla jego ucha prawdę o naszej polszczyźnie……

Rozczarowanie językiem polskim to jednak nic w porównaniu do niezwykle skrupulatnego w odkrywaniu zawiłości gramatycznych Szwajcara. Tam wszystko musiało chodzić jak w szwajcarskim zegarku. Przygotowany zawsze na tip-top. Z dobrą motywacją do nauki – za skandal obyczajowy uważał mój kursant nieznajomość języka kraju, w którym przebywać należało czas dużo dłuższy niż jeden miesiąc. Ale, ale….. nie wszystko tak różowe było, jak wydawać by się mogło. Rzetelność Szwajcara i dociekliwość ponad miarę kazała mu dopytywać o przyczyny takiej, a nie innej końcówki fleksyjnej, próbować prześledzić z moją pomocą powody niuansów składniowych. Trudność co niemiara, gdyż historyczne zmiany w języku to poziom uniwersytecki i wówczas to studenci polonistyki z “pasją” oddają się zajęciom, które chciał mieć w swoim udziale początkujący w naszej polszczyźnie Szwajcar.

Parę lat temu. Arigato. Dozo. Szybko opanowałam te dwa zwroty po japońsku. Równie szybko opanowała Noriko polskie “dziękuję” i “proszę”. O dziwo, polszczyzna nie stanowiła dla Japonki takiej bariery, jakiej się spodziewałam. Bariera pojawiła się w zupełnie innym zakresie. Kulturowym. Świadoma, że do pracy zmierzam i w pracy jestem, obuwie zewnętrzne zimowe zachowałam na stopach. Obiło mi się o uszy oczywiście, że dla Japończyka paputki wzute na nogi tuż po wejściu do domu to rzecz święta, ale przecież nie w Kraju Kwitnącej Wiśni byłam, a na swoim rodzinnym, polskim poletku. Pół roku minęło, poznawania się i przełamywania lodów, nim moja Noriko ośmieliła się zaproponować mi, wciąż nieśmiało, obuwie domowe i niezanieczyszczone brudem ulicy. A potem dowiedziałam się od znawcy kultury japońskiej, że dla Japończyka pantofel domowy ważniejszy jest niż kraj, w którym przebywa, i moje faux pas mogło być nienaprawialne, gdyby nie uśmiech, życzliwość i dobra, ciepła relacja, którą do dziś pielęgnujemy na Facebooku.

Mogłabym wiele. O okrągłym stole, przy którym prowadziłam zajęcia z Arabami, żeby choć trochę wpisać się w ich kod kulturowy i nie stanowić wizualnej dominacji, bo przecież najważniejsze było ich opanowanie języka. O “pukaniu”, którym to słowem uraczyłam Ukraińców, radośnie oznajmiając “puk, puk – to ja” i nie mając pojęcia, że dla nich jest nazwaniem dźwięku określanego jako “puszczenie motylka”. O wybredności językowej, przełożonej na wybredność niewiasty, która w końcu – w tłumaczeniu kursanta cudzoziemca – zostaje nie starą panną, a starą kobietą……

I tak kulturowo i polonistycznie zadumana, nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy cudzoziemiec w pełni ziomkiem moim stać się może. Czy bariery obyczajowe, widoczne też w języku, nawet anegdotycznie, pozwolą kiedykolwiek na pełne zrozumienie, mimo wzajemnych chęci, empatii i sympatii. Dlatego będę się trzymać innego określenia, lepszego i trochę żartobliwego – niech cudzoziemiec ziomalem mi będzie. A wtedy do przodu, językowo, kulturowo, aby polszczyzna stała się dla obcokrajowca “taktem, nie wędzidłem”.

Ewa Grynicka

Trochę o mnie:

Wykształcenie – Uniwersytet Śląski w Katowicach, kierunek Filologia Polska

Szkoła Trenerów Centrum Szkoleń i Rozwoju Osobistego MERITUM w Katowicach

Podyplomowe Studia Kwalifikacyjne Nauczania Kultury Polskiej i Języka Polskiego jako Obcego w Szkole Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego

Akademia Metodyka PASE; Dyplom Metodyka Pase

Współpraca z Katedrą Międzynarodowych Studiów Polskich Uniwersytetu Śląskiego

Egzaminator certyfikatowych egzaminów z języka – praca w komisji egzaminacyjnej – państwowy egzamin certyfikatowy w Inozemna Mowa Centrum Certyfikacji Języka Polskiego w Łucku

Współpraca ze szkołami językowymi w Polsce i za granicą – lektorka języka polskiego jako obcego

Language Awareness and Communicative Teaching Methodology – kurs zorg. przez NSTS English Language Institute na Malcie w ramach projektu “Razem Osiągniemy Więcej”

Mediacje – przygotowanie do wykonywania zawodu mediatora (zorg. przez Ośrodek Mediacji Wydziału Prawa i Administracji UŚ w Katowicach

I miejsce w konkursie na projekt edukacyjno-społeczny (kategoria: prawa człowieka) zorganizowanym przez biuro Posła do Parlamentu Europejskiego dr. Marka Migalskiego

III nagroda Prezydenta Miasta Gliwice w konkursie na najlepszą koncepcję projektu edukacyjnego w 2008 roku za pracę pt. Autoprezentacja, komunikacja i wystąpienia publiczne

Listy gratulacyjne Prezydenta Miasta Gliwice w ramach przyznania Zwiastunów – nagród Gliwickiej Gali Młodych Talentów – za osiągnięcia artystyczne uczniów (rok 2014, 2016, 2018)

Współpraca z Fundacją EuroWeek – organizowanie obozów dla młodzieży EuroWeek – Szkoła Liderów

Współpraca z Parkiem Naukowo-Technologicznym „TECHNOPARK GLIWICE” Sp. z o.o w ramach przygotowania młodzieży do realizacji dwóch unijnych projektów edukacyjno-kulturowych

Współpraca z magazynem gliwickim “Prestiż”

I najważniejsze dla mnie – osiągnięcia uczniów w różnego rodzaju konkursach literackich, recytatorskich i dziennikarskich

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Share this...